ODCINEK: Egzekucje na Mokotowie Print E-mail

„ŚCIEŻKI PAMIĘCI" CYKL 10 FELIETONÓW HISTORYCZNYCH

ODCINEK: Egzekucje na Mokotowie

Wybierz wersję językową: polska | angielska | niemiecka

Autor projektu „Ścieżki pamięci": STOWARZYSZENIE EDUKACJA I NAUKA
Produkcja: Studio Filmowe EVEREST – Mirosław Dembiński

Reżyseria: Rafał Skalski
Główny komentarz: dr Szymon Niedziela

MIEJSCE NAGRANIA: Pomnik upamiętniający egzekucję przy ul. Dworkowej oraz plac przed kościołem p.w. św. Andrzeja Boboli.

GŁÓWNE WĄTKI: zarys działań powstańczych na Mokotowie; opis zbrodni przy ulicy Olesińskiej; opis zbrodni przy ulicy Dworkowej; opis zbrodni przy klasztorze Jezuitów; opis zbrodni w więzieniu przy ulicy Rakowieckiej.

DODATKOWE MATERIAŁY FILMOWE: Archiwalia związane z Mokotowem, wykorzystanie starych map.


KOMENTARZ:

1. WSTĘP - Zarys działań powstańczych na Mokotowie
Mokotów osłaniał Warszawę od południa. Od Placu Unii Lubelskiej biegła nowoczesna ulica Puławska w kierunku Konstancina i Zalesia Górnego. Ulica Belwederska prowadząca przez Sielce i Dolny Mokotów do Wilanowa, miała spore znaczenie dla Niemców, jako główna arteria na południe. Aleja Niepodległości przechodziła szerokim pasmem przez Pole Mokotowskie, na którym rozłożyła się bateria artylerii plot. Niemcy obsadzili też gmach Sztabu Głównego przy ul. Rakowieckiej (koszary oddziału SS Stauferkaserne) oraz budynek przy Puławskiej 4/6 (Flakkaserne). Północny Mokotów stał się dzielnicą niemiecką. Nie ułatwiało to zadania przyszłym powstańcom. Bloki Wedla na Puławskiej, komenda żandarmerii polowej przy ulicy Dworkowej oraz batalion SS w budynku Szkoły Rękodzielniczej przy ul. Kazimierzowskiej tworzyły barierę nie do zdobycia. Rozmieszczenie Niemców na Mokotowie było takie, że ich główne skupiska stanowiły niemal ciągły pas oddzielający tę dzielnicę od Śródmieścia Południowego: Rakowiecka - Plac Unii Lubelskiej - Bagatela - Łazienki. Już w czasie okupacji formowano w konspiracji na Mokotowie oddział do ochrony Komendy Głównej AK "Baszta". Pułk liczył ponad 2000 żołnierzy i oficerów. Dowódcą pułku był płk Stanisław Kamiński "Daniel".
Pierwsze ataki oddziałów powstańczych na Mokotowie załamały się w obliczu miażdżącej przewagi wroga. Większość żołnierzy "Baszty", kierując się zasadą oszczędzania sił i amunicji na ostateczną walkę w dogodniejszej sytuacji strategicznej, postanowiła przemieścić się do Lasów Chojnowskich. Pozostali utworzyli redutę w czworoboku: Odyńca – Goszczyńskiego – Puławska – Aleja Niepodległości. Najdłużej broniły się reduty: Królikarnia, Szkoła Powszechna przy ul. Woronicza, placówka Westerplatte (róg Alei Niepodległości) oraz budynek na  Alei Niepodległości 117/119.

2. Opis egzekucji przy ulicy Olesińskiej
W czasie Powstania Warszawskiego największym echem wśród ludności Mokotowa odbiła się masakra przy ulicy Olesińskiej. Jest to niewielka uliczka, położona naprzeciw Dworkowej, po zachodniej stronie ulicy Puławskiej. Hitlerowcy oraz wspomagający ich renegaci z oddziałów wschodnich obstawili na Olesińskiej wszystkie domy. Wyrzucili wszystkich z mieszkań i pognali pod ścianę domu przy ulicy Olesińskiej 1. Ograbili ich z zegarków i kosztowności. Na chodniku czekali żandarmi z karabinami maszynowymi wymierzonymi w tłum. W pewnej chwili oficer SS kazał ludność wprowadzić na podwórka kamienic przy Olesińskiej 5 i 7. Zgromadziło się około 500 osób. Wówczas Niemcy i Ukraińcy zmusili ich biciem i krzykiem do zejścia do sutereny i piwnicy. Wszyscy nie mogli się tam pomieścić, panował straszny ścisk, ludzie mdleli z braku powietrza. Niemcy spryskiwali ludzi płynem łatwopalnym, a na koniec zabili bramę wychodzącą na ulicę. Nagle rozległy się głośne eksplozje granatów wrzuconych prze małe okienka. Ludzie poderwali się do ucieczki. W ciemnościach tratowali się wzajemnie. Wiele osób stanęło w płomieniach. Jeżeli komuś udało się przecisnąć przez wąski otwór okna, z którego wyrwano kratę, trafiał wprost pod salwę karabinu maszynowego. Nagle wszystkich ogłuszył straszliwy wybuch. Wydawało się, że dom pękł na pół. Zawalił się podminowany przez żandarmów strop. Mury przygniotły nieszczęśników jak grobowiec. Niektórym ludziom udało się uratować z masakry. Dzięki ich woli walki i uporowi, można było udzielić pomocy pozostałym ofiarom. Sergiusz Nożkin wydobył się spod gruzu, przedostał się klatką schodową na strych i przy pomocy kilku mężczyzn wybił dziurę w ścianie do sąsiedniego budynku przy ulicy Grażyny. O wybitym w murze otworze powiadomiono pozostałych przy życiu. Zorganizowano pomoc. Ludzie ranni i ogłuszeni zaczęli uciekać, przechodząc strychem z Olesińskiej 7 na ulicę Grażyny 6 i 8. Część z nich przeczołgała się zasłanym ciałami zabitych podwórkiem i również znalazła się na ulicy Grażyny.

3. Opis egzekucji przy ulicy Dworkowej
Na ulicy Dworkowej, przy schodach prowadzących na ulicę Zajączkowską znajduje się tablica z napisem - "Tu w czasie Powstania od 1 VIII do 5 X 1944 męczeńską śmiercią poległo setki niewinnych ofiar. Wieczna im cześć i chwała. Mieszkańcy Mokotowa." Obiekt Dworkowa 3 zajmowała żandarmeria powiatowa, na jej czele stał oberlejtnant Karl Lipscher. W nomenklaturze powstańczej obiekt nosił kryptonim "Żaba". 1 sierpnia w koszarach stacjonowało ponad 200 żandarmów. Byli zmotoryzowani, posiadali broń maszynową i duże ilości granatów. Natarcie 1 sierpnia na ten obiekt nie powiodło się. Pluton łączności pułku "Baszta" uderzający na "Żabę" stracił na Puławskiej połowę swego stanu liczebnego i musiał się wycofać. W odwecie za akcję powstańczą żandarmi zaczęli wyłapywać przypadkowych przechodniów i mieszkańców okolicznych domów, rozstrzeliwując ich. Ocalałych z egzekucji rannych pielęgniarki pod komendą Stefanii Duzy, po uzyskaniu zgody Niemców, przeniosły do tzw. Domu Starców ss. Zmartwychwstanek przy Belwederskiej 22. 70 osób przetransportowano do Zakładu Opatrzności Bożej przy Chełmskiej oraz do Szpitala Elżbietanek na Goszczyńskiego.
Przy ulicy Dworkowej rozegrała się jeszcze jedna masakra. Dotyczy ona Powstańców i ludności cywilnej, która nie dotarła kanałami do Śródmieścia i zdecydowała się na powrót na Mokotów i wyjście na zewnątrz. Około 400 Powstańców pozostało w kanałach, nie mogąc przedostać się do Śródmieścia. Przyczyną najczęściej był niewyobrażalny chaos i całkowita utrata kontroli nad porządkiem przechodzenia spowodowana ogromną ilością ludności cywilnej. Dowództwo podjęło decyzję o powrocie. Idący kanałami stracili orientację. Część z nich w histerycznym popłochu zaczęła się wycofywać w kierunku Mokotowa, część szukać innych dróg. Jedni wyprzedzali drugich, deptali w pośpiechu po ciałach leżących w wodzie lub spychali w nią stojących pod ścianą. Pomieszały się szyki i oddziały. Jedna grupa kanałowych uciekinierów wyszła włazem na ul. Dworkowej. Ktoś z góry zaczął wołać do nich po polsku, żeby wyszli na górę, gdyż nie ma się czego bać. Pierwszym widokiem, jaki rzucił im się w oczy, był olbrzymi stos trupów leżących na ziemi. Okazało się, że wszędzie są Niemcy i najprawdopodobniej wszyscy Powstańcy zostaną zamordowani. Esesmani i żandarmi dotkliwie bili każdego wychodzącego włazem Powstańca. Większość po opuszczeniu kanału, musiała klęczeć i trzymać ręce do góry. Według relacji, nagle jeden z Powstańców, najprawdopodobniej Mieczysław Rożniatowski "Góral" z kompanii B3, krzyknął - "Chłopcy, nie damy się wyrżnąć jak barany!" Wyrwał karabin najbliższemu żandarmowi, ale zaraz został zastrzelony. Stało się to pretekstem do wymordowania liczącej 120 ludzi grupy Powstańców. Esesmani z załogą Domów Wedla i żandarmi krążyli między trupami i dobijali leżących. Jeden z nich podszedł na koniec do przerażonych ze strachu cywilów i wygłosił przemówienie, które następnie zostało przetłumaczone - "To, coście widzieli, macie zachować dla siebie. Nie wolno o tym nikomu mówić."

4. Opis zbrodni w klasztorze Jezuitów
Przed wejściem do kościoła p.w. Andrzeja Boboli przy ul. Rakowieckiej znajduje się tablica z napisem - "W pierwszych dniach sierpnia 1944 r. hitlerowcy zamordowali 40 Polaków." Wielokrotnie w czasie wojny nad dostojnymi budynkami klasztoru wisiało niebezpieczeństwo. Ojcowie Jezuici z ufnością zawierzali Bogu, nigdy nie tracąc nadziei Ojciec superior Edward Kosibowicz mówił - "Naszym rektorem jest święty Andrzej Bobola. W jego ręce złożyłem rządy tego domu i bez woli Bożej włos z głowy nam nie spadnie." Zdarzało się, że odprawiano msze święte, a zamiast organów i śpiewów religijnych słyszano kanonadę artyleryjską. Nigdy nie przerwano najświętszej ofiary z powodu niebezpieczeństwa ostrzału budynku. Ulica Rakowiecka i Klasztor przeżyły największy dramat 2 sierpnia 1944 r. W godzinach rannych do bramy klasztornej dobijała się grupa niemieckich żołdaków. Usłyszawszy natarczywe odgłosy furtian otworzył wejście. Usłyszał złowrogie słowa - "Verfluchten Polen! Wo sind Banditen?" Do furty przybiegł zaniepokojony odgłosami ojciec superior Kosibowicz, doskonale znający język niemiecki. Niemcy, wśród których byli też żołnierze ukraińscy kazali mu złożyć wyjaśnienia w dowództwie. Była to jednak konfabulacja. Został on zastrzelony strzałem w tył głowy kilkaset metrów od klasztoru. Następnie kazano wszystkim zakonnikom zejść do kotłowni. Ojcowie doskonale zdawali sobie sprawę, że nadeszła ostateczna godzina. Zaczęto się spowiadać. Wśród księży byli też mali chłopcy, ministranci. Po chwili esesmani wrzucili do środka granaty i zaczęli strzelać do kłębowiska ciał. Kotłownia zamieniłaś się w katownię. Jeśli Niemcy odnaleźli gdzieś odrobinę tlącego się życia, natychmiast dobijali niewinne ofiary. Doszło do potwornej i dziecinnej zarazem sceny. Z esesmanami do klasztoru wszedł mały chłopiec z niemieckiej rodziny. Traktował on jako zabawę wskazywanie żołdakom żyjących, ruszających się ciał. Jego rączka była narzędziem zbrodni, gdyż po chwili następował strzał. Ukraińcy chodzili dookoła, ograbiając ofiary z kosztowności. Ze stert trupów wydostało się kilkoro ludzi, którzy cudem przeżyli, choć ranni i cali zbroczeni krwią. Udało im się przejść do innego pomieszczenia. Tymczasem Niemcy oblali benzyną zamordowanych i podpalili kotłownię. Trzy dni i trzy noce paliły się ciała pomordowanych ojców, braci i ludności cywilnej.

 

Spotkania na Wschodzie

Rodacy na Syberii

Ministerstwo Edukacji Narodowej nadało Stowarzyszeniu tytuł
"Miejsce Odkrywania Talentów"

"Kawa czy herbata" odkrywa talenty - program TV o projekcie
TWÓJ ROBOT

Patroni Medialni



Programy

 

 

  • Polish (Poland)
  • English (United Kingdom)